czwartek, 8 maja 2014

What's new...

Ostatnimi czasy trochę się zaniedbałam, nie wiem czy to wina dolegliwości ciążowych, czy jesienno- zimowej aury. Wraz z wiosennym wiaterkiem naszła mnie ochota na dopieszczenie swojego ciała, nic bardziej nie uprzyjemnia takich chwil jak nowe gadżety :)

Nacisk kładę na stopy, bo to dość wymagająca część ciała, w końcu zdecydowałam się na pilnik z Scholla, po pierwszym użyciu mam mieszane użycia. Spodziewałam się chyba czegoś na miarę frezarki jaką widziałam u kosmetyczki, a w sumie wykonuje podobną pracę jak tarka, no tylko w szybszym tempie. Jest to bardziej przyjemny zabieg niż szorowanie stóp tarką, jest mi łatwiej a to ważne przy powiększającym się brzusiu :) 

 Do tego kremy, o których słyszałam dużo dobrego i nowe kolorki na pazurki, bo o ile nie lubię malować paznokci u rąk- bo mam brzydkie małe pypki, to te u nóg lubię mieć kolorowe, szczególnie latem :)
 No i jeszcze trochę pierdółek...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz